wtorek, 10 lutego 2009

Konsultacje społeczne Nowego modelu kariery akademickiej

Informacja ze strony MNiSW

10 lutego 2009 r. minister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Barbara Kudrycka przekazała do konsultacji społecznych kolejną część założeń reformy szkolnictwa wyższego "Partnerstwo dla wiedzy - nowy model kariery akademickiej".
Zmiany proponowane przez MNiSW zmierzają w kierunku likwidacji barier rozwojowych dla polskich uczonych oraz przyspieszenia procedury awansu naukowego, jednocześnie gwarantując wyższą jakość polskiej nauce. Prezentowane założenia określają przejrzyste warunki rozwoju naukowego z naciskiem na zwiększenie aktywność polskich naukowców w międzynarodowej przestrzeni badawczej.

Proponowane zmiany będą prowadziły do:
1. podniesienia jakości doktoratów
2. uproszczenia i skrócenia procedury habilitacyjnej
3. otwarcia uczelni publicznych dla wybitnych badaczy z zagranicy
4. poprawy polityki kadrowej w uczelniach i instytucjach naukowych
5. zwiększenia uprawnień wynikających z posiadania tytułu naukowego
6. zwiększenia przejrzystości w funkcjonowaniu Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów (CK).

Kierownictwu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego zależy na jak najszerszym zakresie konsultacji, dlatego zachęcamy wszystkich pracowników akademickich do przysyłania swoich uwag i indywidualnych propozycji rozwiązań pod adres: modelkariery@nauka.gov.pl.

---------------------------
Zapraszam forumowiczow do konstruktywnej dyskusji, ktorej owoce mozna bedzie przekazac do MNiSW

32 komentarze:

  1. Przypomne wczesniejsze dyskusje na ten temat - warto je porownac z propozycjami ministerialnymi:
    1. Model kariery naukowej - tymczasowy - Karol Zyczkowski;
    2. Zglaszanie propozycji procedur i kryteriow oceny dorobku naukowego - Malgorzata

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkie elementy starego i " chorego"(czytaj: katastrofalnie niewydajnego i feudalnego) systemu pozostaja nadal bez zmian (sciezka kariery-stopnie i tytuly, CK, punktacje,minima, superrecenzent, system zarzadzania uczelniami i sprawowania wladzy oraz podejmowania decyzji,wzmozona i specificzna dla Polski tylko,kontrola uniwersytetow z zewnatrz).--- Bezsprzecznie, one to sa wlasnie czynnikami ksztaltujacym oblicze, jakosc i efektywnosc tworzonego kapitalu intelektualnego w Polsce.---Kazdy widzi, bez zadnej oslony, majac dostep do baz danych, rankingow, cytowan , indeksow R&D/innowacyjnosci/oceny jakosci ksztalcenia/raportow OCED/ listy praktycznych osiagniec krajowych liderow nauki polskiej - kto do czego doszedl w tym systemie i dlaczego tak wlasnie jest w Polsce ? Kto, jak i gdzie tworzy nauke w Polsce- a kto z niej tylko pasozytniczo dalej zyje! Czy nadal mlodzi Polacy musza dojsc do tego samego stanu/poziomu osiagniec pod kazdym wzgledem-kosztem innych, tych na dole drabinki!?? ---- Wrzucone do takiego sytemu pieniadze z zewnatrz ( z budzetu panstwa/EIB, grantow), nie wiadomo jakiej wielkosci, beda tylko inaczej mielone dalej przez te same uczelnie i instytuty naukowe (wg podanych tu ogolnych propozycji/nie wiadomo jeszcze jak). Nie sadze, ze jest to rozwiazanie optymalne, bo nikt z Ministerstwa nie przedstawil zadnej modelowej analizy i porownania do isteniejacych systemow za granica,oraz jak taki model moze pracowac wydajnie/sprawnie dalej w Polsce. A gdzie sie w tych propozycjach podziala autonomia szkol wyzszych,a co z efektywnym mechanizmem tworzenia grup naukowo-badawczych i polaczeniem wynagrodzenia z efektami pracy a nia nie z Tabelka od stopnia/tytulu naukowego i stazu pracy tylko,dla przykladu? Podane obecnie propozycje sa tylko lista zyczen i wpisuja sie do mojej swiadomosci jako zapowiedz zwiekszenia kontroli calego srodowiska akademickiego-przez Ministerstwo i wybrana Korporacje.--- Odnosnie uzyskania oczekiwanego tu produktu na wyjsciu: lepiej wyksztalconego studenta, naukowca czy tez odkrycia lub wynalazku-sa stosowane na swiecie inne rozwiazania na uczelniach/instytutach oraz w instytucjach sterujacych, moniturujacych i wspomagajacych edukacje i nauke. Jak dla mnie, wszystko dalej sprowadzic sie moze/bedzie zdazac/ do panstwowego (sredniego) poziomu przekazywanej na uczelni wiedzy,bezpiecznej tematyki badan, zadawalajacej decydenta wydajnosci i ilosciowej oceny dzialnosci edukacyjnej i badawczej ustanowionych i sprawdzanych przez biurokratow... piszacych kolejne raporty! Tyle na razie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zanim przejdziemy do szczegolowej dyskusji poszczegolnych propozycji - tych wlasciwiych i niestety tych moim zdaniem absurdalnych (jak regulacja centralna studiow doktoranckich) pozwole sobie ponizej na jedna zasadnicza uwage jako refleksje na wpis Zdzislawa.

    Sprawa jest postawiona calkowicie na glowie. Na dzisiaj nie mamy zadnej opracowanej strategii dla szkolnictwa wyzszego. Podobnie brak jest dostepnych wiarygodnych danych statystycznych o efektywnosci szkolnictwa mierzonej np przygotowaniem absolwentow do zycia zawodowego, iloscia osob podejmujacych prace w swoim zawodzie, itd...

    Nie majac takich danych nie mozemy odpowiedziec na tak proste pytania:
    Czego oczekujemy od kadry akademickiej i po co ja tworzymy? Jak zaproponowany model kariery ma sie do zadan jakie ma wypelniac w przyszlosci?

    Zdzislaw slusznie zwraca uwage, ze polskie uczelnie sa zle zorganizowane, zarzadzane io niefektywnie finansowane. Bez okreslenia tych elementow (ma to nastapic w marcu?) trudno jest dyskutowac o wymaganiach w stosunku do kadry akademickiej. Kolejnosc oglaszania projektow reform winna byc ODWROTNA.

    Drugi blad w przedstawionym projekcie, to absolutnie bledne i nierealne zalozenie, ze istnieje jeden aboslutny poziom wymagan habilitacyjnych, ktore maja zapewnic kadre dla szerokiego spektrum uczelni. Pozwole sobie tutaj zacytowac komentarz Leszka Demkowicza zamieszczony na jego prosbe na naszym blogu:
    Chcialbym tylko dodac, ze w USA sa DRAMATYCZNE roznice w wymaganiach i intensywnosci pracy w zaleznosci od poziomu instytucji. Zdobycie tenure na super uniwersytecie jest bardzo trudne i rownowazne z wyrzeczeniem sie zycia prywatnego na okres 5-7 lat. Nie zartuje, moge podac dziesiatki przykladow.... Z drugiej jednak strony, colleges mniej znaczace daja tenure za wyniki, powiedzmy sobie sczerze' mierne. A w kazdym razie, nie konkurencyjne.

    POlecam go tym, ktorzy wskazuja, ze polska habilitacja jest odpowiednikiem amerykanskiego tenure. Jeszcze raz podkreslam sa DRAMATYCZNE roznice w wymaganiach (...)w zaleznosci od poziomu instytucji. Tego nie mozna osiagnac w centralnym planowaniu....

    OdpowiedzUsuń
  4. Kontynuujac poprzednia mysl zalozmy, ze na dzisiaj nie ma woli politycznej na gruntowna zmiane organizacji, a zwlaszcza zarzadzania polskimi uczelniami i zostanie ono pozostawione w rece korporacji samodzielnych pracownikow.

    Przyjmujac taki punkt widzenia i powolujac sie chociazby na opinie Marka Wronskiego czy znane konsekwencje braku mobilnosci i 'chowu wsobnego', ktore przez dlugie lata owocuja nieformalnymi i bynajmniej nie merytorycznymi powiazaniami kadry pracujacej w jednym miejscu od studenta po rektora,mozna zgodzic sie z teza koniecznosci 'wyprowadzenia ocen' z uczelni. Nalezy to traktowac jako zlo konieczne, od ktorego nalezy w przyszlosci odejsc, a obecnie skupic sie na omowieniu samych kryteriow zewnetrznej oceny. Tutaj dyskusja nie powinna sie skupic wylacznie na aplikantach, ale moze przede wszystkim na wymaganiach w stosunku do gremiow oceniajacych. Ministerstwo planuje scedowac wszystko w rece CKSSiT. Moze warto wiec przyjrzec sie samej komisji, jej organizacji, czlonkom. Sformulowac wymagania jakie powinni spelniac powolywani przez CKSSiT recenzenci.

    Mam tutaj pierwsza propozycje. Czlonkowie CKSSiT nie powinni byc powolywani w 'demokratycznym' glosowaniu lecz w wyniku rankingu 'kompetencyjnego', z dodatkowymi kryteriami potwierdzajacymi ciagly kontakt z 'the state of the art' w dziedzinie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Propozycje w sprawie doktoratów nie nie dotykają nawet delikatnie najistotniejszej sprawy czyli powiązania systemu finansowania badań z uzyskiwaniem stopnia doktora. Tymczasem wystarczy wprowadzić możliwość uzyskiwania w ramach środków grantowych pieniędzy na stypendia doktoranckie na okres 4 do 5 lat. Jednocześnie należy ograniczyć możliwość wydatkowania tych środków koniecznością prowadzenia otwartego ogólnopolskiego konkursu na zatrudnienie doktorantów. W ten sposób zdobycie grantu będzie skutkowało pojawieniem się w prasie ogłoszenia następującej treści: " Instytut Biologii Kosmicznej poszukuje kandydatów zainteresowanych robieniem doktoratu z dziedziny fizjologii stypułek marsjańskich' Wymagania[...] Praca odbywac się będzie w zespole kierowanym przezprof. (albo dr) Dobrego. Opis projektu i nasze ostatnie publikacje na stronie www.marsjanskiestypulki.pl. Jak w Polsce zaczna sie pojawiac takie ogloszenia to i mobilnosc wzrosnie i najlepsi studenc i zaczna trafiac do najbardziej aktywnych naukowo zespolow. I jak zobacze takie ogloszenia to uwierze, ze cos sie reformuje.
    W sprawie habilitacji to to co proponuje ministerstwo jest byc moze rozsadniejsze od tego co jest teraz, ale w zamian dostajemy pasztet w postaci ZAREZERWOWANIA STANOWISK KIEROWNICZYCH DLA PROFESORÓW TYTULARNYCH. Brak uzasadnienia dla takiego ruchu oprócz oczywistej ochrony partykularnych interesów przez grupę profesorów, którzy ten projekt napisali. Skoro odpuszczamy habilitację to okopujemy się na pozycjach tytułu profesorskiego. Skoro habilitacja ma być niejako automatycznie dostepna dla każdego naukowca z okreslonym wyrażonym liczbowo dorobkiem publikacyjnym to trzeba wprowadzić inne kryteria wstępu do klubu naukowych decydentów. W podsumowaniu przedstawione propozycję idą dokładnie w przeciwnym kierunku niż ogłaszane wcześniej zapowiedzi. Zamiast opierać sie w polityce kadrowej na ciągłej ponawianej ocenie aktywności naukowej i jakości pracy naukowej i dydaktycznej betonujemy system oparty na uzyskiwaniu dożywotnich certyfikatów jakości upoważniających do kierowania instytucjami naukowymi. Przedstawiona do publicznej oceny propozycja to KOSZMARNY KONTRPRODUKTYWNY GNIOT!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. To co napisal Jarek o doktoratach to sedno problemu. Mlody czlowiek decydujac sie na podjecie ryzyka kilku kolejnych lat wyrzeczen i inwestowania w siebie musi miec:
    1. mozliwosc oceny sensu podjetych badan - wlasciwy temat i kompetencja promotora;
    2. gwarancje zabezpieczonego minimum socjalnego ze strony uczelni lub rodziny;
    Z kolei promotor powinien dotrzec z oferta do calej spolecznosci absolwentow a nie tylko magistrantow ze swojego najblizszego otoczenia.

    Druga poruszona kwestia - rownie wazna - to uprawnienia pozanaukowe zwiazane z posiadaniem stopnia dr habilitowanego i tytulow naukowych. Obecna propozycja przynosi przywilej stalego zatrudnienia i moim zdaniem niczym nieuzasadnione w dobie kryzysu (tez odbierania innym grupom spolecznym uprawnien) przywileje emerytalne. Bez znajomosci propozycji przyszlej organizacji uczelni, nowych algorytmow finansowania i sposobow zarzadzania trudno jest powiedziec cos wiecej na temat konsekwencji proponowanych zmian. Warto jednak przypomniec co napisal Rafal Matyja o micie habilitacji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pakiet proponowany przez minister Kudrycką jest wielkim rozczarowaniem.

    Od kilku lat, na wielu łamach, których przybywa (GW, FA, NFA, FIAP, IH) trwa dyskusja nauczycieli akademickich oraz naukowców na temat zmiany tego modelu. Minister Kudrycka jest pierwszym ministrem, który w swoich wypowiedziach demonstruje zrozumienie problemu, nieporównywalne do swoich poprzedników.

    Po raz pierwszy od wielu lat minister MNiSW tchnął w mobilne i w miarę rozgarnięte środowisko pracowników naukowo-dydaktycznych wiarę, że korzystne zmiany istotnie nastąpią.

    Projekt jest na tyle rozczarowywujący, że szkoda czasu na omawianie jego podpunktów.

    Prawdopodobnie nie jest to wina Minister Kudryckiej, która wiele chciała, ale natrafiła na opór ze strony decydentów, którzy pozornie podlegają MNiSW lecz są w stanie wpływać na decyzje MNiSW w taki sposób aby zapewnić dla siebie komfortowe warunki egzystencji na najbliższe lata i nie przejmując się o kształt nauki polskiej w globalnym świecie. Więcej, na: interdyscyplinarni.blogspot.com/2009/02/partnerstwo-dla-wiedzy-nowy-model.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Projekt ma wiele dobrych punktów. M.in. wprowadzenie na szersza skale obowiązkowycyh ogloszeń o konkursach w internecie, niewielkie ograniczenie wieloetatowości (do 2 etatow), ograniczenie nepotyzmu, mozliwosc składania rozprawy doktorskiej po angielsku, uproszczenie procedury habilitacyjnej.
    Projekt ma tez wady:
    1. Doktoraty i studia doktoranckie. Wraca znów nieszczęsny pomysł sprzed roku wprowadzneia "standardów programowych" na studiach doktoranckich. To krepować będzie swobodę badań i podejmowania nowych tematów. Niejasny pozostaje sposób finansowania studiów doktoranckich.

    2. Procedura habilitacyjna: tu kompletnym nieporozumieniem jest cedowanie praktycznie wszystkiego na CK. By sprostac takim nowym rozbudowanym zadaniom, CK musiałaby obradować permanentnie. Który aktywny uczony zgodzi sie na wejście w jej skład w takim razie ?
    Przewod habilitacyjny powinien pozostawac na uczelni, z funkcja kontrolna CK. Może lepiej wrócić do 3 recenzentów z uczelni plus superrecenzent z CK ?
    Korzystna jest rezygnacja z kolokwium habilitacyjnego i wykładu habilitacyjnego, na rzecz oceny dorobku.

    3. Ogólnie w projekcie niepokoi wiara w magiczną moc centralnych biurokratycznych uregulowań. To byłby kierunek błędny. Zamiast tego należałoby dążyć do decentralizacji, do rezygnacji Państwa z definiowania stopni dr i dr hab. oraz tytułu prof., na rzecz stopni i tytułów (stanowisk) uczelnianych.
    Kuriozalne są propozycje
    "ciepłych emeryturek" dla profesorów (stan spoczynku).
    I wreszcie, brak najistotniejszej cześci: propozycji reform systemu zarządzania i finansowania uczelni wyższych. Tu należałoby odebrać kompetencje decyzyjne radom wydziałów ograniczając je do spraw naukowych (w związku z tym zmniejszyc ich skład). Również ograniczyć kompetencje senatów uczelni, wprowadzić rady nadzorcze itd. Finansowanie uczelni uzależnić bezwględnie od jej wyników, naukowych i dydaktycznych. Tak by w końcu słabe uczelnie zaczęły upadać.

    OdpowiedzUsuń
  9. @krl. Podobaja mi sie Pana/Pani bardzo zasadne uwagi i propozycje...
    Odnosnie wiekszosci zglaszanych tu juz uwag, mozna wszystko zwinac do dwoch spraw. Sprawdzenia co maja w uzyciu inni- i pozbycia sie wlasnych uprzedzen...

    1.Problemy, isteniejace niedociagniecia i propozycje ich rozwiazania; wlasne propozycje reform ( odnosnie studiow doktoranckich, habilitacji, kadry,CK, itp) nalezy zweryfikowac i dokladnie porownac z istniejacymi modelami/systemami oraz mechanizmami ich kontroli w krajch gdze sa najlepsze rezultaty odnosnie ksztalcenia i badan naukowych.

    2.Dlaczego polskie czolowe szkoly wyzsze/KRASP/PAKa oraz MNiSzW nie sa czlonkami stowarzyszonymi z tymi co trzeba i wypada oraz nie wspolpracuja lub nie za bradzo efektywnie korzystaja z osigniec i rezultatow dzialnosci najlepszych w dyscyplinie uniwersytetow/ ich organizacji(np.ENQA, LERU, EUROHORC, itp)-jak do teraz. Tresci i zakresy przedstawianych propozycji reform w mediach po 1989r wskazuja, ze dzialaja oni w izolacji(Zosie Samosie) -myslac ,ze wymysla cos lepszego niz juz dziala to za granicami Polski? Usprawnic cepa sie juz nie da! Usprawnic skomplikowany system edukacji i prowadzenia badan naukowych w zmieniajacych sie konkurencyjnych warunkach jest mozliwym i nalezy to robic stale majac w reku wlasciwe elementy kontroli/benchmarkingu/ systemu/podmiotow.

    Wiz juz przeciez nie trzeba-nalezy sie "otworzyc", zdecydowac na wspolprace i poczynic niezbedne i konkretne kroki aby wlasciwie skorzystac z doswiadczenia innych i przylaczyc sie do najlepszych!

    Co wciaz hamuje ten proces? Istniejace kompleksy, wyolbrzymione sztucznie niedociagniecia/braki czy tez kompetencje/przygotowanie merytoryczne i fachowe, sposob dzialania oraz motywacja i interesy ludzi bioracych sie ze reformy w Polsce po 1989r? Czy tez dodatkowo wciaz znaczne niedostosowanie/odstepstwa systemowe/organizacyjne/prawne , plus te wspomniane wyzej, kadrowe i instytucjonalne, symptomy krajowego szkolnictwa wyzszego/nauki w porownaniu do tego co jest obecnie w uzyciu i sposobu jak sie realizuje zmiany systemowe w wiodacych krajach swiata?

    OdpowiedzUsuń
  10. Pan Zdzisław pyta "co hamuje ten proces...".

    Odpowiedź wydaje się prosta: totalne pomieszanie roli pracownika i pracodawcy plus BRAK sprzężenia JAKOŚCIOWYCH efektów naukowo-dydaktycznych z głównym strumieniem finansowania uczelni.

    Krl celnie to ujął: niech rady i senaty zajmuja się sprawami merytorycznymi, a zarządza ORAZ ROZLICZA (z efektów jakościowych) ktoś inny.

    I "środowisko" tak "samo z siebie" niewiele (nic?) tu nie zrobi. No bo mało kto dobrowolnie pozbawi się "darmowych" przywilejow i nadłozy sobie dodatkowych obowiazków. Główny impuls musi przyjść z zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Andrzej Jajszczyk, w artykule Recepta na sukces (PAUza 28, 2009, str.3) zamieszcza kilka rad jak osiagnac sukces w nauce. Polecam goraco, szczegolnie najmlodszym adeptom nauki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam sie z tym o czym napisala w prwatnym liscie Malgorzata o personalnej odpowiedzialnosci i to w 100% popieram. Nie wiem czy wlasnie nie w PERSONALNEJ odpowiedzialnosci rektorow i dziekanow nie tkwi problem. Konsekwencje nieprzestrzeganie przepisow powinny byc jasno sprecyzowane – zwolnienia, a w przypadku sotrych naruszen zasad bez mozliwosci ponownego zatrudnienia na tej samej uczelni.

    Kilka dodatkowych uwag ode mnie:
    1.4
    Udzial doktorantow w dydaktyce powiniem byc bardziej precyzyjnie okreslony i powinni oni byc “teaching assistant-TA” przez dwa czy trzy semestry (a nie prowadzic cwiczenia samodzielnie). To nie chodzi o to aby doktoranci wyrabiali pensum ale aby uczenie bylo dla nich dodatkowa forma treningu, za ktora sa oceniani przed asystenta czy wykladowne, ktorzy prowadza zajecia, I studentow. Dydaktyka stanowi bardzo silny element wplywu na przebieg doktoratu – czas i obowiazki. Obecnie samodzielny moze skutecznie hamowac rozwoj doktoranta poprzez obarczanie go dydaktyka.
    1.6
    Nie jestem pewny jak to bedzie wygladalo technicznie i kto bedzie za to placil.
    2.
    Ogolnie podoba mi sie punkcie 2 ze minima beda okreslane centralnie i podlegac rozporzadzeniu - uczelnie jeszcze nie dorosly do tego aby rzadzic sie same. Pytanie jak to rozporzadzenie bedzie wygladac: uogolnienie zasad to obnizenie pulapow tam gdzie powinny byc wysrubowane, uszczegolowienie, nie wiem na ile wykonywalne. Kto te zarzadzenia bedzie opracowywal?
    2.8
    Negatywnych i pozytywnych.

    Procedyra habilitacyjna:
    (k) tak ale jezeli aplikacja odrzucona ze wzgledow merytorycznych a nie formalno-paperkowych.
    (l) ustep drugi o kosztach:
    Absolutnie nie – jako osoba pracujaca za granica: mi habiltacja jest potrzebna tylko do pracy w Polsce a Polsce powinno zalezec aby ludzi z zagranicy sciagac – dlaczego mamy jeszcze placic za habilitacje skoro jest czescia polskiego skansenu.

    Dorobek naukowo-badawczy.

    Impact factor wg. LF i tylko – znow walcze o siebie bo mam publikacje o IF pow. 6 z LF, w czasopismach ktore w ogole nie zostaly ujete w krajowym IF czy Index Copernicus, pytanie cz zostana mi w ogole policzone jak bym sam zlozyl podanie o habilitacje.

    Współpraca miedzynarodowa

    Udzial w projektach i potwierdzona ROLA aplikanta w tych projektach, ich budzet i czas trwania. Staze zagraniczne, z jakich pieniedzy finansowane i precyzyjnie funkcje aplikanta w zagranicznych osrodkach. Post-dok placony w Polski lub nawet z zagranicy to zupelnie inne doswiadczenie niz PI czy funkcja profesorska na uczelni.
    Znam polskich profesorow ktorzy wyjechali na Fullbrighta czy nawet jakim trafem za pioeniedze amerykanskich uczelni i przez dwa lata byli praktycznie technikami

    Znajomosc jezyków obcych

    Jak udokumentowana?

    OTWARCIE UCZELNI NA WYBITNYCH BADACZY Z ZAGRANICY
    Ironicznie: Tak, juz to widze jak rektorzy staraja sie dac habilitacje i sciagaja ludzi z zagranicy – TO CZYSTA TEORIA, rektorzy zrobia i robia wszytsko aby uczelnie przed powracajacymi z zagranicy zablokowac – z wiadomych wzgledow nie bede sypal przykladami, Nie wierze aby jeszcze chcieli za to placic. Zlozenie habilitacji powracajacych w jakimkolwiek stopniu w rece rektorow jest bledem, duzym, juz predzej rady wydzialow.
    Ja bym zrobil to tak – konkurs, jak wygrywa i nie ma hablitacji wtedy rector jest zobowiazany wyslac wniosek i za habilitacje zaplacic, jak kandydat nie przejdzie jest zwalniany. Automatycznie habilitacja nie jest wymagana w konkursie, ale jest potrzebna w dluzszym zatrudnieniu. Znow mysle przez swoj pryzmat – status samodzielnego przez 5 lat to troche dlugo, ja bym to skrocil do 3 lat.

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwagi p. Wróblewskiego podobają mi się. Natomiast zdziwiła mnie jedna informacja: że są pisma o IF > 6, które w Polsce nie są punktowane. Co to za pisma i jak to możliwe? (A może są one bardzo niedawno powstałe? Ale wtedy nie nabiły by chyba tak wysokiego IF...)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tadeusz powolal sie na nasza prywatna korespondencje bez podawania konkretow, postaram sie wiec skrotowo przedstawic najwazniejsze jej tezy w czesco obowiazkow i odpowiedzialnosci pracownikow.

    ZWIEKSZENIE UPRAWNIEN WYNIKAJACYCH Z POSIADANIA TYTULU NAUKOWEGO

    Jaki jest kon kazdy widzi - nie czas na szukanie winnych, ale dodatkowe uprawnienia i przywileje dla grupy, ktora glownie odpowiada za obecny stan nauki i szkolnictwa wyzszego to daleko posunieta nieprzyzwoitosc. Punkty 5.1-5.5 sa do odrzucenia en bloc.
    Zdumiewa, a raczej zasmuca natomiast fakt, ze autorzy projektu, ktory w zalozeniu ma poprawic sytuacje, nie przedstawiaja ani jednej propozycji dotyczacej OBOWIAZKOW i ODPOWIEDZIALNOSCI profesorow tytularnych!!!!

    Autorzy nowelizacji powinni zwlaszcza pochylic sie nad art 123-125 obowiazujacej ustawy PSW, ktore powoduja, ze osoby mianowane czuja sie kompletnie bezkarne, a poczucie praworzadnosci - zwlaszcza niestety wsrod kadry profesorskiej - w ogole nie istnieje.

    Polecam tutaj Kodeks Pracy Art. 52.
    § 1. Pracodawca może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika w razie:
    1) ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych,

    Do oceny forumowiczow pozostawiam rozstrzygniecie, czy wymienione ponizej zachowania kwalifikuja sie pod wymieniony wyzej pargaraf:
    - nieodbywanie zajec;
    - nieobecnosc na konsultacjach;
    - niewypelnianie zarzadzen rektora;
    - naruszanie uchwal Senatu uczelni;
    - naruszanie regulaminu studiow;
    - potwierdzanie nieprawdy w czasie oceniania studentow;
    - brak reakcji osob odpowiedzialnych za przebieg procesu dydaktycznego na zglaszane (zwlaszcza przez studentow) powyzszych nieprawidlowosci;
    - spozywanie alkoholu, przebywanie w stanie nietrzezwym na terenie uczelni.

    To tak na poczatek... Pozwole tez sobie przypomniec przypadek rektora Jarosza w Jaroslawiu, ktorego minister nie byl w stanie odwolac z powodu braku zgody senatu uczelni.

    Moja propozycja to wprowadzenia nadrzednosci uregulowan z kodeksu pracy nad ustawa PSW - mianowanie nie moze byc mianowaniem do bezkarnosci.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kolejny komentarz rozpoczne od podania najbardziej moim zdaniem niebezpiecznych propozycji, ktore nalezy wszelkimi sposobami zwalczac, tak aby nie zostaly wprowadzone.

    Wprowadzenie standardow ksztalcenia na studiach doktoranckich.
    Doktorant w porozumieniu z promotorem (decydujacym o obowiazkowym core programowym) winien miec mozliwosc swobodnego doboru przedmiotow, ktore sa ofiarowane na zasadzie konkurencyjnosci. Wymog zaliczenia winien byc zwiazany z okreslona iloscia przedmiotow/zdobyciem punktow transferowych. Dopuszczalny, a wrecz skazany, jest dobor przedmiotow z roznych dyscyplin, gdyz wspolczesna nauka jest INTERDYSCYPLINARNA.

    Przejrzyste kryteria oceny dorobku habilitanta

    Pierwszy podstawowy blad juz w samym tytule. Autorom pomylily sie kryteria OKRESOWEJ OCENY pracownika czy tez kryteria stosowane w ocenie przydatnosci danej osoby na konkretne stanowisko z kryteriami na przyznanie stopnia NAUKOWEGO. Tutaj powinien byc brany pod uwage wylacznie dorobek naukowo-badawczy i nic wiecej. Przy przyznawaniu stopnia doktora habilitowanego nauk TECHNICZNYCH nalezy do niego zaliczyc czesc elementow z dzialu wspolpraca z otoczeniem gospodarczym i spolecznym.

    Reszta kryteriow jest NIEMERYTORYCZNA. Zostala podana przez srodowisko, ktorego mentalnosc i sposob oceniania doprowadzila do sytuacji gdy znakomity procent pracownikow 'samodzielnych' zarowno nie istnieje w bazach swiatowych jak o nie posiada zadnych praktycznych aplikacji/opracowan. Tutaj oczekiwala bym, ze propozycje 'punktowe' definitywnie zlikwiduja niechlubna tradycje przyznawania stopni i tytulow za dzialalnosc organizacyjna/reprezentacyjna przynaleznosci, etc.

    Czy ktos wyobraza sobie, ze przy przyznawaniu stopnia doktora bierze sie pod uwage takie kryteria: mial grant promotorski, pisal artykuly popularyzatorskie do prasy, opracowal jakis cykl wykladow, organizowal konferencje, bral udzial w jury konkursow? :-)

    Nalezy zdecydowanie przeciwstawic sie probie przeszmuglowania tego typu kryteriow!

    Druga sytuacja, ktora mnie uderza negatywnie, to procedura punktowa MIEDZY KOLEJNYMI stopniami naukowymi. To kolejne nieszczescie dotychczasowego 'modelu kariery' - wypelnianie jakichs tam kolejnych wymagan zamiast calosciowej oceny za CALOKSZTALT KOMPETENCJI w danym momencie.
    Tutaj mam na mysli przykladowo swoja osobe - wg proponowanych kryteriow fakt, ze opublikowane rezultaty z tematyki mojego doktoratu sa cytowane w Handbook of Numerical Analysis, a glownej publikacji (ukazala sie dwa lata po obronie) cytowalnosc dalej rosnie ze wzgledu na aktualnosc tematyki badawczej i duze nia zainteresowanie, maja nie miec zadnego znaczenia przy ocenie moich kompetencji do 'samodzielnosci naukowej'?
    Wg proponowanych kryteriow do oceny na stopien doktora habilitowanego mam wystartowac 'od zera' tak samo jak osoba, ktorej poziom dysertacji zostal przez prof. Tazbira w sejmie RP skwitowany: 'nie spelnia elementarnych wymogow'?

    Znakomita jest propozycja przedstawienia 5 najwybitniejszych publikacji - bledem jest jednak wykluczenie z nich publikacji powiazanych z tematyka doktoratu i wczesniejszych. Tutaj nalezy raczej ustalic minimalny treshold - tak by nie mozna bylo jakosci zastapic ILOSCIA, a zwlaszcza punktami z niemerytorycznych kryteriow, o ktorych wspomnialam wyzej.


    propozycja stanu spoczynku
    Generuje nieuzasadnione przywileje i to w momencie gdy potencjalni beneficjaci sa silnie wspolodpowidzialni za obecny katastrofalny stan szkolnictwa wyzszego; a takze gdy intencja Rzadu RP jest likwidacja wszystkich przywilejow emerytalnych i zastapienia ich jednolitym dla wszystkich systemem.

    OdpowiedzUsuń
  16. W internecie sa dostepne uwagi prof. Musiola, rektora UJ i przew. KRASP.

    W pelni zgadzam sie z uwagami do punktu 2.6 - zbyt rzadko publicznie zwraca sie uwage, ze sama 'habilitacja po polsku' odciaga mlodych naukowcow od podejmowania ambitnych wyzwan naukowych w okresie ich najwiekszych potencjalnych mozliwosci. Brakuje tu jeszcze uwagi, ze wymog 'samodzielnosci' i zaszeregowania 'kierunku' publikacji jest w poprzek swiatowych tendencji do pracy w duzych zespolach interdyscyplinarnych. Bardzo sluszne sa uwagi, ze nowe propozycje wcale nie doprowadza do skrocenia uzyskania 'samodzielnosci' i w dalszym ciagu sa oparte na kryteriach ilosciowych a nie jakosciowych. Znakomita jest propozycja zastapienia slowa dorobek naukowy slowem osiagniecie naukowe!!! Mozna miec bardzo duzy dorobek i ani jednego osiagniecia... Najwyzszy czas promowac tych z osiagnieciami.

    Uwaga na koniec czesci czwartej jak najbardziej sluszna. To dobrze, ze w koncu ktos o takiej pozycji wyraznie napisal, ze nie warto sie osmieszac, a srodowisko polskich akademikow to robi zbyt czesto. Takze w procedurach nostryfikujacych doktoratow, zwlaszcza tych, ktore w 'w innym swiecie' otwieraja drzwi najlepszych uczelni!

    Uwagi ogolne do czesci 4. Na poczatek wystarczy wprowadzic obowazywanie KP art. 52 (o zwolnieniu za razace niewywiazywanie sie z podstawowych obowiazkow pracownyczych) w stosunku do mianowanych pracownikow. Podobnie zlikwidowac koniecznosc zgody senatu uczelni na odwolanie rektora (przypominam casus rektora Jarosza w Jaroslawiu).

    Pozostale uwagi prof Musiola pozostawiam bez komentarza.

    OdpowiedzUsuń
  17. Na stronie KRASP dostepne jest stanowisko Prezydium KRASP w sprawie dokumentu 'Nowy model kariery akademickiej'.

    Przy okazji sprostowanie poprzedniego komentarza: w obecnej kadencji KRASP prof. Musiol przewodniczy Komisji ds. Współpracy Międzynarodowej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pragne podzielic sie z wszystkimi moja refleksja zwiazana z toczaca sie dyskusja nad proponowanym pakietem - bedzie ona rowniez dotyczyla informacji z prywatnej korespondencji, ktorej zawartosc nie zostala na tym forum upubliczniona.

    Refleksja brzmi: Czy nam sie to podoba czy nie, to obecne uwarunkowania polityczne (grozba weta prezydenckiego, kryzys finansowy, masowo podpisywane listy protestacyjne takie jak list fizykow UJ, nawet jezeli to srodowisko 'cichaczem' wycofalo go juz ze strony wydzialowej) spowodowaly, ze decyzja polityczna o zachowaniu nazwy habilitacja zostala juz podjeta (ministrowi Boniemu nie udalo sie przekonac srodowisk skupionych wokol Karola Modzelewskiego). Oprotestowaywac ja mozna, nawet nalezy, ale tez trzeba pamietac, ze:
    (i) jest to jednak drugorzedny problem w stosunku do gruntownej reorganizacji modelu zarzadzania uczelniami polskimi - mniejsze zlo uczyni habilitacja w nowej formie w dobrze funkcjonujacych uczelniach, niz jej brak w uczelniach zorganizowanych i rzadzonych na obecnych zasadach;
    (ii) oprotestowanie na tym etapie proponowanych zmian bez szczegolowych propozycji jak ocenia sie poszczegolne punkty, jest de facto po prostu antyproduktywne i rownoznaczne brakowi wplywu na ksztalt zmian.
    (iii) Proponowane reformy nalezy rozpatrywac nie tylko w kontekscie pozadanego docelowego modelu ale rowniez w odniesieniu do obecnych praktyk stosowanych na polskich uczelniach, czyli proponowanie rozwiazan przejsciowych, ktore zminimalizuja koszt zachowan niemerytorycznych.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Małgorzata

    Propozycja chyba zbyt radykalna i zbyt pro-biurokratyczna (sam czasem takie ruchy popieram, ale nie aż do tego stopnia).

    Moze lepiej coś pośredniego:

    1. ZAKAZ habilitowania sie w swoim miejscu pracy (dotyczy nawet uczelni najbardziej flagowych), albo zakaz pracy przez np. 4 lata w miejscu gdzie się zrobilo habilitację.

    2. ORAZ wprowadzenie OBOK obecnej habilitacji - habilitacji państwowej (przez CK itp.) - do wyboru przez habilitanta. Najwyżej za parę lat, gdyby postępował rozdźwiek poziomów uczelnianej i państwoej, to można by np. do minimów zażądać - hab. państwowej.

    3. Niezaleznie od obu powyższych warto jakieś minima przyzwoitości co do dorobku wprowadzić. Zależne od dziedziny, ale SZTYWNE, ale jednak aby trochę tych punktów musiało być.

    OdpowiedzUsuń
  20. Drogi Janie, za pare lat w tym kraju habilitacji juz nie bedzie :-)

    A poza tym jak sie mowi 'a' (kandydat sam wnioskuje o habilitacje zamiast uczelni) to trzeba powiedziec 'b' i wylaczyc uczelnie z procedury. Sam Pan dochodzi do sprzecznosci w rozroznianiu miedzy habilitacja 'panstwowa' a uczelniana.

    A w ogole co w tym radykalnego? Habilitacja przeciez zostaje - chyba ze srodowisku nie chodzi o 'jakosc' jaka ma za soba niesc kolejny stopien naukowy, a tylko o wlaaaadze nad innymi (decydowanie o wejsciu do korporacji osob uprzywilejowanych). Jezeli to ostatnie to trzeba to powiedziec jasno, gdyz wowczas moze taniej bedzie zastapic sama procedure uzyskiwania stopnia np. rekomendacja kilku osob wprowadzajacych? Po co utrzymywac niemerytoryczna fikcje dorobku, skoro de facto chodzi tak naprawde tylko o zielone swiatlo od waznych decydentow?

    Wszyscy swietnie wiedza, ze polskie uczelnie to system naczyn polaczonych - to widac zwlaszcza przy wzajemnych 'podzleceniach' wykonawstwa prac w ramach grantow by nie placic skladek spolecznych od wynagrodzen przy umowie o dzielo lub przy 'umawianiu sie' przy wyborach do roznych centralnych gremiow (w tym tez do CKK czy dawniej KBNu).

    Poza tym naprawde w mojej propozycji chodzi o zatrzymanie odbywajacej sie obecnie niemeryotrycznej wymiany generacji - wiele wydawalo by sie, ze przyzwoitych uczelni robi wrecz 'lapanke' na kandydatow na dr habilitowanych wsrod wlasnych pracownikow, bo wielu profesorow jest w wieku przedemerytalnym. W pelni zgadzam sie z zacytowana przeze mnie w poprzednim kmentarzu osoba.

    OdpowiedzUsuń
  21. Mysle, ze jeszcze sporo lat potrwa taka prowizorka. Zreszta np. ja osobiscie WOLALBYM, aby w Polsce istniala jakas zobiektywizowana miara jakosci naukowej. Inaczej obawiam sie - najgorszego. Jesli potrzeba tej "obiektywnej miary" zaniknie sama (np. konkurencja uczelni zagranicznych) - to nie ma sprawy.

    Nie wiem tez co p. Malgorzata uwaza u mnie za sprzecznosc. Bo proponuje ze kandydat albo wybiera hab. uczelniana (z grubsza to co jest, a moze nawet - to co BYLO pare lat temu), albo hab. panstwowa (i tu uczelnia w zasadzie moze byc zupelnie wylaczona z procedury).

    OdpowiedzUsuń
  22. @ Jan
    Sprzecznosc jest miedzy 'habilitacja uczelniana' a zobiektywizowana miara wartosci naukowej . Sam Pan wczesniej napisal: gdyby postępował rozdźwiek poziomów uczelnianej i państwoej. Skad w ogole takie podejrzenie, ze cos takiego moze nastapic? Dlaczego nie odwrotnie, czyli wyzszy poziom uczelnianej niz panstwowej skoro na uczelni najwiecej sie wie o kandydacie?
    Naprawde nie widzi Pan w tym ewidentnej sprzecznosci? Tutaj nie chodzi po prostu o jakosc tylko o 'namaszczenie' przez lokalna korporacje, wyznaczanie 'bezpiecznych nastepcow' w chowie wsobnym. I prawa do tego namaszczenia broni sie jak Czestochowy (nie tylko w ogole jego istnienia, ale moze przede wszystkim tego kto o namaszczeniu decyduje).

    Jeszcze raz powtorze moje obecne przekonanie. Jak sie to prawo odbierze lokalnym decydentom, a sama decyzje zobiektywizuje poprzez rzeczywiste peer-review (kilku recenzentow 'obecnych' w nauce swiatowej), to zainteresowanie srodowiska obrona habilitacji zniknie blyskawicznie. Zwlaszcza jezeli tez stopien bedzie wylacznie miara wczesniejszych osiagniec naukowych a nie przepustka do administrowania i wieloetatowosci. Oczywiscie moge sie mylic...

    OdpowiedzUsuń
  23. "Jak sie to prawo odbierze lokalnym decydentom, a sama decyzje zobiektywizuje poprzez rzeczywiste peer-review (kilku recenzentow 'obecnych' w nauce swiatowej)"

    GDYBY tak było - to byłoby wspaniale. Właśnie dlatego obawiam się zupełniej likwidacji habilitacji. Bo w naszych warunkach w totalny sposob doprowadziloby to do wszechwładzy i samowoli lokalnych klik. Dla duzych uczelni - to bez róznicy. I tak habilituja sobie kogo chcą (moze warto jakeś minimum dorobkowe-ogranicznik tu postawić). A na mniejszych uczelniach malutkie i zupełnie bezwartościowe kliki będą sobie "uprofesarzać" kogo chcą.
    I tego się obawiam.

    Ale konkurencję postrzegam jako wartość. I może lepiej (a co nie mniej ważne: będzie mniej pisku wtedy z róznych stron) zostawić uprawnienia hab. przynajmniej większym, lepszym wydziałom (ale: bez habilitowania SWOICH pracowników, niech konkurencja ich sprawdzi; dla wielu rozsądnych dziekanów to nawet kłopot z tymi swoimi "dobrze znanymi" ludźmi, coś tam robią, zżyli się itd., jakos się ich przepycha...). I wcale bym nie przesądzał która habilitacja będzie "lepsza". Konkurencja czasem czyni cuda.

    No i na koniec: JEŚLI Pani zdaniem habiliacja zniknie wkrótce - to po co ją reformować :)

    OdpowiedzUsuń
  24. A wieloetatowść mozna załatwić w inny, znacznie prostszy i "cichszy" sposób.

    To kwestia minimów kadrowych. Bezwzględnie: tylko w jenym miejscu powinno się wliczać do minimum (i to tylko w podstawowym miejscu pracy, aby nie było tak, że delikwent jest w jednym minimum mgr, gdzie indziej w minimum do dr, jeszcze gdzie indziej do hab.). Oczywiście wybitny uczony moze byc i w 10 radach naukowych i brać udział w przewodach dr. Ale do MINIMUM ma się wliczać tylko w podstawowym iejscu pracy.

    Oczywiście po 65 roku zycia - nie mozna byc w ŻADNYM minimum (pracować tak, głosować tak; ale nie byc w MINIMUM).

    No i wtedy do wielu rzeczy zaczną byc KONIECZNI doktorzy (aby system się kręcił). Np. w minimach licencjackich nie ma powodu aby wymagab hab., nawet sami dr wystarczą przecież bez problemu.

    To tylko jedno króciutkie rozporządzenie ministra.
    Ale p. B.K. woli walczyć z WSKSiM w Toruniu, czy Wydzialem Historii UJ, z przyczyn czysto politycznych. "Stare" znów wraca?

    OdpowiedzUsuń
  25. @Jan
    Ponizej cytuje fragment przeslanych przeze mnie uwag do MNiSW, w czesci dotyczcaej wieloetatowosci.
    4.5 i 4.6
    problem wygenerowany jest przez minima kadrowe i wraz z nimi zniknie. Dyskusyjny jest zreszta wymog 'etatu' zamiast odpowiedniej ilosci wylozonych godzin.
    Jezeli juz z jakichs wzgledow te minima sa wymagane - winno byc ich przyporzadkowanie GODZINOM zajec a NIE ETATOWI
    Od pieciu lat tydzien do dwoch prowadze blok zajec jako profesor wizytujacy w ICAM Lille (nalezy do grandes ecoles). Wiele innych zblokowanych zajec jest prowadzonych przez kadre z UK, Kanady, Niemiec w ramach wspolpracy tez Erasmusa. Moge zapewnic, ze program jest tam duzo nowoczesnijeszy niz na polskich uczelniach technicznych, a bsolwenci duzo lepiej przygotowani do wyzwan rynku pracy. Nie widze zadnych zagrozen dla jakosci procesu ksztalcenia w przypadku realizacji czesci programu za pomoca godzin dydaktycznych zlecanych na zewnatrz. Wieloetatowosc to zwykla fikcja i wyciaganie pieniedzy z systemu przez korporacje samodzielnych.

    Odejscie od rachub w ETATACH na rzecz ILOSCI GODZIN zajec ze studentami FAKTYCZNIE zlikwiduje problem wieloetatowosci i konfliktu interesow. Obnizy tez znaczaco koszty szkolnictwa wyzszego i pozwoli na inna alokacje srodkow.

    Minima liczone wg etatow to typowy przyklad wymuszonych przez korporacje przywilejow.
    --------------
    Na koniec prosba do Jana. Prosze o powstrzymanie sie od politycznych komentarzy - w przeciwnym razie bede zmuszona zmoderowac Pana wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  26. Zgadzam sie, ze w OBECNYCH dosc kulawych realiach wymog etatu (przy JEDNOCZESNYM wymogu "co najmniej 60 godz. zajec, i to wymogu istniejacym dopiero od 3 lat!!, wczesniej moglo byc zero zajec) jest prawie ze bez sensu.

    Natomiast tak ogolnie to widze sens w tym, ze kierunek studiow i w ogole STUDIA, to jakies srodowisko, jakas atmosfera itp. Wowczas wymog tego aby z kierunkiem (mgr) bylo zwiaznych w miare stabilnie KILKA osob o wyzszych kwalifikacjach i doswiadczeniu wydaje mi sie wymogiem oczywistym. Zwlaszcza, przy zalozeniu pewnej autonomii, samodzielnego ksztaltowania programu itp. Oczywiscie WIEKSZOSC zajec i tak prowadza INNE osoby, czy to mgr, czy to dr, czy osoby z zewnatrz.

    A "politycznie" to ja sie bardzo samoograniczam. No ale ta kontrola WH UJ, to naprawde zenujace (zwlaszcza w obliczu tych setek przekretow, od ktorych wlosy sie jeza na glowie, a na ktore zadnej PKa sie nie nasyla).

    OdpowiedzUsuń
  27. W prasie ukazalo sie kilka artykulow, zwiazanych z podpisaniem umow przez FNP i laureatow programu Welcome.
    Polecam szczegolnie szalenie trafny komentarz Agatona Kozinskiego Granty warte tyle, co becikowe w dzienniku Polska.
    Przykadowy cytat, z ktorym w pelni zgadzam sie:

    Trzeba stworzyć system, który pozwoli wykorzystać ich zagraniczne doświadczenie i przenieść je na nasz grunt. Tylko w ten sposób nasza nauka pójdzie do przodu. W innej sytuacji granty z programu "Welcome" będą tyle samo warte, co becikowe. Niby młoda matka dostaje pieniądze na wychowanie właśnie co urodzonego dziecka, ale za tym tysiącem złotych nie idą rozwiązania systemowe ułatwiające macierzyństwo. I dziś Polsce grozi zapaść demograficzna - mimo że becikowe wypłacane jest już od trzech lat.

    OdpowiedzUsuń
  28. Na stronie PSRP pojawilo sie Stanowisko PSPR w sprawie pakietu Partnerstwo dla wiedzy „Nowy model kariery akademickiej” z dnia 2 kwietnia 2009 r.
    Pragne skomentowac jedno zdanie:
    Za najważniejsze Parlament uważa dążenia projakościowe, tj. obowiązek publikacji w recenzowanych czasopiśmie, możliwość przygotowania pracy i obrony w języku angielskim.

    Otoz drodzy studenci, przyszli doktoranci. Strzelacie sobie zwyczajnie w stope. Obowiazek publikacji PRZED obrona spowoduje: (i) opoznienie obrony; (ii) obizenie rangi publikacji (publikowanie za wszelka cena i byle gdzie wynikow czastkowych).

    Drodzy studenci. Czy wiecie, ze opublikowanie wynikow w renomowanym czasopismie moze trwac DO DWOCH LAT od momentu przeslania artykulu do redakcji do ukazania sie go w druku? Doliczcie do tego czas do osiagniecia tych wynikow i porownajcie z czasem trwania studiow doktoranckich! Chyba nie chodzi Wam o wymog publikowania w lokalnych Zeszytach Naukowych (a jakze recenzowanych) gdzie cykl wydawniczy moze trwac do kilkunastu tygodni.
    Wymog posiadania publikacji z doktoratu, powinien wystepowac na dalszym etapie kariery naukowej - byc prawie jej warunkiem koniecznym.
    Obecny 'projakosciowy' wymog posiadania publikacji, w mojej ocenie, ma byc panaceum na chyba zwyczajna nierzetelnosc recenzentow dysertacji, z ktora srodowisko nie moze sobie od lat poradzic. Doktorat, ktorego zawartosc nie nadaje sie na tzw. 'twarda' publikacje nie powinien otrzymac pozytywnej recenzji, a jego autor stopnia naukowego doktora.

    Mam za to dla Was inna propozycje. Bolaczka polskich uczelni jest dosc powszechne odizolowanie procesu dydaktycznego (studentow) od dzialalnosci naukowej kadry. Proponuje w ocenie parametrycznej jednostki, dodatkowo punktowac publikacje z prac magisterskich (pierwszy i glowny autor to magistrant)- oczywiscie tylko te 'twarde'.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Małgorzata

    Publikacja czegoś w miarę porządnego PRZED obroną wydaje mi się OCZYWISTA. W fizyce, jest to w zasadzie konieczność "OD ZAWSZE", nawet do otwarcia przewodu jakiejś publikacji się wymaga.
    I nie słyszałem, aby ktoś ubolewał, ze obrona się opóźnia Z TEGO powodu.

    Natomiast w tych zatęchłych dziedzinach, gdzie porządna publikacja za granicą jest czymś nieomal wstydliwym, dążenie do publikowania po angielsku w dobrych pismach warto nawet zadekretować. Bo SAMO z siebie się nie pojawi. Może studenci to rozumieją? Po co ich zniechęcać.

    A pomysł z pracami mgr - bardzo dobry. Jedno nie przeszadza drugiemu. A nawet pomaga: opublikowana praca mgr, to juz spełniony warunek do otwierania przewodu doktorakiego :)

    OdpowiedzUsuń
  30. @JAN
    W sytuacji 'normalnej' publikacje 'studenckie' pojawiaja sie juz w czasie samych studiow graduate. My jednak nie mamy w kraju sytuacji normalnej. Stad formalny wymog posiadania publikacji zaowocuje opoznieniami w obronie lub 'publikacjami na sile' - takimi samymi jak obecnie dla uzyskania stopnia doktora habilitowanego czy profesora belwederskiego z h index ZERO.
    Oczywiscie, ze publikacje musza byc, ale maja byc one rezultatem rzeczywistych wartosciowych wynikow, a nie koniecznoscia spelnienia formalistycznego wymogu.
    Prosze nie zapominac, ze tytul doktora przyznaje sie za dysertacje doktorska, a nie 'dorobek publikacyjny'.
    Jakosci polskich doktoratow nie podniesie sie przez formalny wymog posiadania ilus tam jakichs tam publikacji przed obrona, lecz przez wlasciwa prace ze studentami od samego poczatku studiow i z wlaczenia studentow graduate w badania naukowe kadry. To jednak wymaga calkowitej reorganizacji polskich uczelni i przeorientowania ich na podmiotowosc studenta. Bez tego nie bedzie ani kadr dla gospodarki ani swiezej krwi dla polskiej nauki.
    Od dawna powtarzam doktorantom, ze stopien doktora trzeba formalnie miec, ale prawdziwa przepustka do swiatowej nauki sa dopiero dobre publikacje.
    Proba postawienia sprawy, ze trzeba miec publikacje by moc obronic dysertacje doktorska wpisuje sie w mentalnosc, ze raz uzyskany stopien/tytul to glejt na madrosc po grobowa deske.

    OdpowiedzUsuń
  31. Zupełnie inaczej rozumiem fakt posiadania publikacji. To poddanie się dodatkowym, niezaleznym recenzjom (bo uważam, że do KAŻDEJ rozprawy istnieją 2-4 recenzenci którzy ocenia ja pozytywnie i zwykle takich się wybiera). Oczywiście kluczowa jest jakość i ranga pisma. Dlatego wymóg "bylejakiej" publikacji istotnie jest niczym.

    Zadowoliłoby mnie podanie jakichs konkretniejszych wymogów: np. punkty minsterialne (w naukach ścisłych oczywiście co najmniej 10, a w innych też nie za mało, może choć 4?).

    OdpowiedzUsuń
  32. Jan napisal To poddanie się dodatkowym, niezaleznym recenzjom. Dokladnie o to mi chodzilo. Nie moze byc tak, by poziom doktoratu/doktoranta mial byc zapewniony przez te 'dodatkowe' recenzje, w miejsce zapewnienia rzetelnosci i kompetencji recenzentow samej dysertacji doktorskiej.
    Publikacje nie powinny byc 'przepustka' do tytulu doktora, tylko do dalszej kariery naukowej (postdoc i wyzej). To oczywiste, ze im wczesniej powstana i beda lepsze tym wieksze szanse zyciowe mlodego doktora na sukces.
    Przepraszam, ale moje uwagi nie dotycza modelu opartego na chowie wsobnym.

    OdpowiedzUsuń